Żnin
Legenda o dzwonach z żnińskiego kościoła

Żnin
Legenda o dzwonach z żnińskiego kościoła

ŻNIN

Miasto powiatowe na Szlaku Piastowskim, położone ok. 40 km na północ od Gniezna.

 
Dawno temu w Żninie stał kościół murowany, a obok niego drewniana dzwonnica. Skrywała ona trzy dzwony, z których mieszkańcy Żnina byli bardzo dumni. Z okazji najważniejszych świąt dzwonił największy zwany „panem”, nieco częściej na uroczystości pośrednie używano średniego zwanego „plebanem”, a na co dzień dzwonił najmniejszy„Walenty”- tak jak miał na imię kulawy dziad kościelny.
Zdarzyło się pewnego razu, że przyszła powódź.

Deszcz lał od kilku dni bez przerwy, jeziora wystąpiły z brzegów, a spokojna dotąd rzeczka Gąsawka zamieniła się w rwącą rzekę, która zabierała wszystko, co na swojej drodze napotkała. Nie oparła się nawałnicy dzwonnica. Runęła do wody grzebiąc pod sobą trzy dzwony i dziada Walentego. Kiedy wody powodzi opadły mieszkańcy próbowali odzyskać swoje dzwony – niestety bezskutecznie. Czasem tylko z wody dało się słyszeć głuchy dźwięk „Walentego”, dzwonił wtedy, gdy miastu groziło jakieś nieszczęście.

Mijały lata. Pewnego razu nad jezioro poszła paść gęsi Marysia – dziewczyna o dobrym sercu, która po śmierci rodziców mieszkała kątem u obcych gospodarzy. Kiedy siedziała nad wodą w pewnej chwili jej warkocz wpadł do wody i coś za niego pociągnęło. Przerażona dziewczyna przeżegnała się i zobaczyła trzy dzwony. Tajemniczy głos powiedział: - nie bój się Marysiu, możesz zabrać na kościelną wieżę jednego z nas: pana, plebana albo sługę Walentego.

Marysia, która sama była służką wybrała sługę Walentego. Wybrany dzwon zaczepił się o warkocz dziewczynki i pofrunął za nią na kościelny plac. Zawieszono więc dzwon na wieży i od tej pory wzywał ludzi na modlitwę, albo bił na trwogę.
Znów mijały lata, a gęsiareczka Marysia nadal chodziła na służbę, aż pewnego razu zachorowała. Nikt nie umiał jej pomóc i po kilku dniach umarła.

Odeszła tak cicho, że nikt nawet nie pamiętał, żeby uderzyć w dzwon po jej śmierci. Wtedy jednak stary Walenty sam się rozdzwonił. Jego głos niósł się długo i tak jakoś bardzo żałośnie. Tak bardzo, że od tej żałości pękł i już nigdy nie zadzwonił. Umilkły też dzwony w jeziorze i już nie ostrzegały mieszkańców przed nadchodzącym nieszczęściem.
 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Do wiadomości redakcji ( nie będzie publikowany )

Partnerzy

  • Radio Poznań
  • Głos Wielkopolski
  • Nasze Miasto
  • Koleje Wielkopolskie