Legendy

Gryżyna, Borek Wlkp.
Legenda o gryżyńskiej brzozie

komentarze: 2 (zobacz)

Przewodnik audio do pobrania

warunki prawne

GRYŻYNA

Wieś w powiecie kościańskim, położona ok. 10 km na południowy wschód od Kościana.

Dawno temu niedaleko Gryżyny mieszkała uboga wdowa. Największą radością jej życia był mały synek Antoś, któremu dogadzała jak tylko mogła. Nie potrafiła się na niego gniewać, ani też słusznie za przewinienia ukarać. Chłopiec dorastał więc bez poczucia winy i kary. Z biegiem czasu stawał się coraz bardziej krnąbrny i niegrzeczny.

Zdarzyło się pewnego razu, że w gniewie uderzył swoją matkę w twarz, ale i tą niegodziwość matka mu darowała. Z wielkiej radości i nadziei stał się dla swojej rodzicielki coraz częstszą przyczyną troski i smutku. Kiedy chłopiec miał dziesięć lat zachorował i wkrótce umarł. Pochowano go na parafialnym cmentarzu w Gryżynie. Już na drugi dzień zauważono, że z mogiły wysunęła się na powierzchnię blada rączka dziecka. Przerażona matka sprowadziła plebana, który odprawił mszę św. i poświęcił grób. Rączka dziecka zniknęła, ale na drugi dzień pojawiła się znowu.

Zafrasował się pleban i powiedział:
- ja już w tej sprawie nic więcej zrobić nie mogę. Widać, że mogiła skrywa jakąś tajemnicę, a dziecko najwyraźniej po śmierci spokoju zaznać nie może, bo za życia słusznej kary za popełnione winy nie otrzymało.
Na te słowa matka chłopca rozpłakała się rzewnie i wyznała, że nie potrafiła ukarać dziecka, nawet wtedy, kiedy ono w gniewie podniosło na nią rękę. Słysząc to wyznanie kapłan zerwał witkę z rosnącej nieopodal brzozy, wręczył ją matce ze słowami:
- wymierz więc dziecku sprawiedliwość po śmierci skoro za życia jej nie zaznało. W przeciwnym bowiem razie nie zazna spokoju na wieki.

Z wielkim płaczem chwyciła matka rózgę i zaczęła uderzać martwą rączkę, która w tej samej chwili wsunęła się na powrót do grobu i nigdy więcej nie pokazała. Obecny przy tym pleban włożył brzozową gałązkę w ziemię przy grobie, poświęcił, a wkrótce z gałązki tej wyrosło potężne drzewo. Przypominało wszystkim o tym, że już za życia trzeba ponieść karę za popełnione winy.
Brzoza na gryżyńskim cmentarzu rosła aż do roku 1875, kiedy powaliła ją okrutna burza, legenda jednak w ludzkiej pamięci pozostała do dnia dzisiejszego. Osobliwą pamiątką po tych wydarzeniach jest krzyż z brzozy gryżyńskiej wiszący po lewej stronie w kruchcie kościoła w Borku Wielkopolskim na Zdzieżu.
 

Mapa obiektu

Komentarze (2)

Dla potomnych

2018-12-11 | 08:34

Pisma Franciszka Morawskiego. Tom 1. (Poezje), Wrocław 1841 strona 98 LINK https://books.google.pl/books?id=1wteAAAAcAAJ&printsec=frontcover&dq=Franciszek+Morawski&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwi0mL-q8ZTfAhUB2ywKHX0MCVMQ6AEIKDAA#v=onepage&q=Franciszek%20Morawski&f=false

@tom

2010-01-21 | 08:03

Istnieje wiersz przypisany generałowi Franciszkowi Morawskiemu opisujący tą legendę Brzoza Gryżyńska Lubisz urocze wiejskich marzeń kwiaty Przyjmij więc jeden w ofierze; Pierwsza to gadka wielkopolskiej chaty W szaty się rymu przybierze. Nie żądaj od niej świetnego ubrania, W proste się barwy przystroi Skromne są ludu naszego podania, Skromny im wierszyk przystoi. Wznosi się w gruzach na Gryżyńskiej ziemi Kościół Świętego Marcina, Głośno on niegdyś hymny grzmiał boskiemi, Dziś głucha w polu ruina. Mnóstwo tam grobów i mogił dokoła Liczne kryje pokolenia, A biała brzoza jak skrzydłem anioła, Cichy sen zmarłych ocienia. Jeśli to drzewo pierwszy wieniec wiosny, Ciekawość twoją obudzi; Skąd polubiła ten pobyt żałosny, Gryżyńskich spytaj się ludzi. Onego czasu lecz któż wie jak wiele? W prostym Ci rzekną sposobie, Zmarło tu dziecię i przy tym kościele W zimnym złożono je grobie. Cicho, cichutko w swej mogile leżał Antoś, matczyna nadzieja, Kiedy wtem kopacz do księdza przybieżał, I tak strwożył dobrodzieja: „Jakieś nam licho na cmentarz się wdarło, Próżno człek strzeże i czuwa; Dziecię co właśnie przed tygodniem zmarło, Wciąż rączkę z grobu wysuwa.” Dziwi się pasterz, krzyż i stułę bierze. Biegnie na miejsce zjawiska I trzykroć żegna i zmawia pacierze, I sam rączkę w ziemię wciska. Wznosi się sercem, duszę w niebo wznosi, Przy drobnej klęczy mogile, Ale daremnie i błaga i prosi, Widmo powraca za chwilę. Budzi się rączka tajemniczej siły, Wzrusza swój wzgórek grobowy I znów z zielonej wyrasta mogiły Bieluchna jak śnieg majowy Dziwi się pleban, całą wioskę woła, Młodzież i starce i dziadki, A kiedy wszyscy już staną do koła Tak się odzywa do matki: „Co w syna Twego dzieje się tu grobie, Ja ludzką myślą nie schwycę; Samej to tylko wiadomej jest Tobie, A więc wyjaw tajemnicę” Wzbrania się matka i zalewa łzami, I ręce łamie z rozpaczy, Gdy wtem strasznemi zaklęta słowami Tak się wśród jęku tłumaczy: „Kara to mojej matczynej ślepoty. Bóg mi złem za złe odmierzył; Synek ten memi popsuty pieszczoty Raz mnie w swym gniewie uderzył” „Bierz więc tę rózgę i chłoszcz rękę syna” Tak pasterz na nią zakrzyknął. „Ziemskiej on się tu kary dopomina Aby wieczystej uniknął;” „Uderz zawoła – i silnem ramieniem Matka do grobu ciągniona Odwraca oczy i z ciężkim westchnieniem Okropnej kary dokona ... I patrz! zaledwie różdżkę puszcza z dłoni I pada jakby nieżywa. Sama się rączka w grób swój cofa, chroni, I znów ją ziemia pokrywa. I wszystkie serca zimny przestrach ściska, Śmiertelnym dreszczem przenika; A ksiądz na pamięć strasznego zjawiska Różdżkę na grobie zatyka. I drugim cudem w pierwszej zaraz wiośnie Gęsty liść ją ozielenia, Coraz się wyżej i wzmaga i rośnie, W rozległe drzewo zamienia. Runął kościółek i niejedne czasy, Niejedna przeszła nawała, Walą się dęby walą całe lasy, A brzoza stoi jak stała. I wciąż liczniejsze przychodzą tam dzieci, Patrzą nań w strachu i grozie I coraz dalej i słynie i leci Powieść o Gryżyńskiej brzozie.

Dodaj komentarz

Do wiadomości redakcji (nie będzie publikowany)

Kod z obrazka:

Partnerzy

  • Radio Poznań
  • Głos Wielkopolski
  • Nasze miasto